Szukaj
  • Lidka Zającówna

Baśń o Chironie

Zaktualizowano: 18 paź 2021

Jak moja trucizna stała się moim lekarstwem.


Dawno, dawno temu w małej wiosce wśród smutnych ludzi urodził się Człowiek, który był smutniejszy od innych. Urodził się bowiem z raną na stopie. Wszyscy go odrzucili. Najpierw rodzice, bo rana była brzydka i śmierdziała, przez nią Człowiek wymagał dodatkowej opieki, potem rówieśnicy, bo nie mógł sprawnie chodzić, a co dopiero biegać za piłką, aż w końcu przez dziewczęta, jako wybrakowany kandydat na męża.


Nie znając innego wyjścia, Człowiek wyrósł na bardzo samodzielnego i samowystarczalnego. Stał się racjonalny, poważny, rzeczowy, pozbawiony emocji i ambitny. Skończył najlepsze szkoły, żeby dostać dobrze płatną pracę i zarobić pieniądze na najlepszego lekarza, który wyleczy jego ranę na stopie. Kiedy już zrobił karierę i zbił majątek, udał się do jednego z najlepszych specjalistów na świecie. Lekarz stosował na nim najróżniejsze terapie i medykamenty sprowadzane z najznakomitszych ośrodków medycznych, od starych sprawdzonych metod po eksperymentalne procedury. Żadna jednak nie przyniosła oczekiwanego rezultatu. Leczenie trwało bardzo długo, było kosztowne i wyczerpujące, a rana na stopie wciąż jątrzyła się i ropiała. Zdesperowany człowiek zaczął szukać innych metod. Poradzono mu, aby wybrał się do psychologa, bo skoro nie udało wyleczyć się ciała, problem tkwi w jego głowie. Człowiek zaczął zatem uczęszczać na najróżniejsze psychoterapie, poddawał się psychoanalizom, hipnozie. Próbował wszystkich dostępnych metod z różnymi profesjonalistami w dziedzinie ludzkiej psychiki. Dowiedział się o sobie wielu ciekawych i czasem trudnych rzeczy, ale stan jego rany na stopie pozostał bez zmian.


Któregoś dnia wracając z kolejnej wizyty u psychologa, Człowiek spotkał wędrowca. Sam nie wiedział jak to się stało, ale opowiedział mu o swoim życiu. Wędrowiec poradził Człowiekowi, że najwięcej o sobie dowie się w podróży i może mimo tej bolącej nogi, dobrze by było, aby wyruszył w drogę. Człowiek zdesperowany i nie mający już nic do stracenia, ruszył w świat.


Przewędrował niedaleko, bo do najbliższego miasteczka. Zmęczony i z bolącą nogą zatrzymał się na posiłek w gospodzie. Tam poznał przepiękną dziewczynę, córkę gospodarza. Szybko zauroczyli się sobą. Dziewczynie rana na stopie Człowieka zdawała się w ogóle nie przeszkadzać. Z czasem pobrali się, a ojciec Dziewczyny widząc wykształcenie, inteligencję i zaradność Człowieka z radością przepisał im gospodę. Interes w rękach Człowieka szybko rozkwitł, małżonkom żyło się spokojnie i dostatnie. Dziewczyna stworzyła ukochanemu niemal raj na ziemi. Robiła wszystko, by był szczęśliwy i nie musiał nadwyrężać chorej stopy. Pewnego dnia umówiła miejscowego lekarza, który zalecił jako najlepszą terapię amputację chorej kończyny. Pozwoli to uniknąć zainfekowania bakteriami z ropy całego organizmu. Żona z obawy o zdrowie męża, zaczęła namawiać go do ucięcia nogi. Argumentowała, że przecież mają spokojne życie, niewiele podróżują, nie musi pracować fizycznie, a dostępne protezy świetnie, a nawet lepiej zastąpią mu chorą, upośledzoną stopę. Człowiek rozumiał argumenty żony, jednak robił się coraz bardziej smutny, jakby zmalał, zaczął zanikać, kurczyć się. Nie mógł jeść ani spać. Kiedy już poszedł do szpitala i następnego dnia miano uciąć mu stopę, na parapecie okna sali szpitalnej usiadł Orzeł. Popatrzył z troską na Człowieka i powiedział: „Czemu leczysz skutki a nie szukasz przyczyny, źródła ropy w ranie? Twoi lekarze są powierzchowni. Jeśli utniesz jedną nogę, trucizna popłynie do drugiej. Póki nie znajdziesz i nie uleczysz źródła, Twoja terapia będzie bezskuteczna. Twoja Żona, choć chce dobrze, zabija Cię swoją miłością. Odejdź z tego miejsca i podróżuj dalej”. Potem odleciał. Człowiek nie przespał nocy i rankiem, gdy mieli już zabrać go na sale zabiegową, wziął najpotrzebniejsze rzeczy i wyruszył w drogę, zostawiając dotychczasowe wygodne życie za sobą.


Znowu przewędrował niedaleko do następnego większego miasta. Tym razem nie chciał zatrzymywać się w gospodzie. Postanowił przenocować w lesie tuż obok miasteczka. Niespodziewanie spotkał tam piękną kobietą, nieco starszą i dojrzalszą niż jego Żona. Zaprosiła go ona do swojej chaty, ugościła kolacją i zaproponowała, by u niej przenocował. Przedstawiła się jako zielarska i znachorka. Obejrzała chorą stopę i obiecała, że używając swoich ziół, maści i wywarów dotrze do źródła trucizny, wyleczy jego chorą nogę. Jako warunek pomocy zażyczyła sobie, aby Człowiek spełnił jej kilka życzeń. Człowiek, do którego powróciła nadzieja na wyleczenie, z ochotą i radością zaczął spełniać życzenia Kobiety. Nim się obejrzał, stał się kimś w rodzaju jej służącego i kochanka. Im więcej spełniał jej życzeń, tym stawał się mniejszy, chudszy, bledszy. Coraz bardziej smutniał. Kobieta, która okazał się być złą wiedźmą, z premedytacją wykorzystywała desperację Człowieka, aby czerpać z tego, jak najwięcej korzyści. Gdy tylko Człowiek próbował przypomnieć jej o obietnicy wyleczenia jego stopy, udawała, że nie wie o co chodzi, zbywała go lub ze złością wyzywała od niewdzięczników. Gdy któregoś razu posłała Człowieka z kolejnym zadaniem do lasu, zmęczony i rozczarowany usiadł na konarze. Zapłakał. Wtedy przyszedł do niego Wilk. Popatrzył na Człowieka z wyrzutem i powiedział: „Zapomniałeś słowa mojego przyjaciela, Orła. Miałeś wyruszyć w podróż, aby znaleźć źródła trucizny i uleczyć je”. Człowiek smutno pokiwał głową i ruszył przed siebie. Po dłuższej chwili poczuł, że im dalej jest od domu wiedźmy, tym lżej mu na duszy, swobodniej i radośniej. Nawet zaczął podśpiewywać.


Tym razem Człowiek pamiętając o dotychczasowych doświadczeniach, nie zatrzymywał się nigdzie na dłużej, niż uznawał za konieczne. Wędrował i wędrował. Gdy tylko napotykał na swojej drodze znachora, człowieka znającego się na ziołach lub innego mędrca, przystawał do niego i uczył, ile tylko był w stanie przyswoić wiedzy. W ten sposób poznał naukę o energii, kamieniach, astrologii, żywiołach, ludzkim ciele, psychice i duszy. Oraz wiele innych aspektów dotyczących przyrody, wszechświata i człowieka. Za każdym razem sprawdzał, czy dana wiedza, metoda uleczą jego stopę. Na początku robił to w pośpiechu, z niecierpliwością. Później traktował te testy raczej jak potwierdzenie, że jego stopy nie da się uleczyć. Każdy z mędrców uśmiechał się do niego, dając do zrozumienia, iż sposób uleczenia rany jest prostszy niż mu się wydaje i sam się kiedyś tą prostotą zaskoczy. Ale tą podróż musi odbyć sam.


Po wielu, wielu latach wędrówki, kiedy stał się już bardzo mądry, a jednak nie uleczył swojej rany na stopie, Człowiek wrócił do rodzinnej miejscowości, gdzie mieszkali smutni ludzie. Gdy zobaczył ich ponownie swoimi nowymi oczami, spostrzegł, że teraz umie im pomóc. Korzystając z własnego ogromnego doświadczenia i wiedzy zdobytych w podróży i sprawdzonych na sobie, potrafił dobrać właściwe lekarstwo na smutek każdego z nich. Zamieszkał w lesie, niedaleko swojej starej wioski. Któregoś dnia wstał o wschodzi słońca, usiadł przed chatą na ziemi i poczuł pełne zjednoczenie z przyrodą. Czuł, jak energia przepływa przez niego. Słyszał szum trawy, szelest liści, ciepło promieni wschodzącego słońca, śpiew ptaków o poranku, a on był integralną częścią tego pięknego świata. Usłyszał rytm bicia swojego serca zgodny z rytmem wszechświata. Spojrzał na zatrutą ranę na stopie i zrozumiał, że wszystko, co osiągnął, czego się nauczył i kim się stał, bo wyruszył w podróż, wydarzyło się właśnie przez tą ranę. Gdyby nie ona, byłby jednym ze smutnych ludzi ograniczonych do perspektywy swojej wioski. Tylko dzięki tej ranie nauczył się, jak pomagać innym. Ona nie była jego karą, ale darem. Poczuł ogromną wdzięczność i miłość do rany jako części jego samego. Gdy pokochał ją całym sercem, przyleciał do niego Orzeł, a z lasu wyszedł Wilk. Obaj uśmiechali się do Człowieka, jakby chcieli powiedzieć: „Nareszcie! Nareszcie zrozumiałeś, że lekarstwem na Twoją chorą stopę jest jej pokochanie. Gdy odrzuciłeś swoją ranę, odrzuciłeś część samego siebie. Bardzo ważną część. Twoje serce było smutne i sączyło truciznę. Teraz Twoja rana się zagoi, ale żebyś o niej nie zapomniał, zostawimy Ci na stopie bliznę w kształcie gwiazdy. Pamiętaj, jak Twoja trucizna, stała się Twoim lekarstwem”. A potem Człowiekowi wyrosły skrzydła. Ale to już inna historia …



89 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie